Lekcja 17.

Dzisiaj bierzemy pod osąd, jednego z największych wrogów singielek, a mianowicie - samotność.
Zapewne dobrze znana, przynajmniej części z Was.
Czasami ja też czuję się samotna, ale niekiedy zastanawiam się, czy samotność jest zła. Wiem, że niby nikt nie chce być samotnym, ale mi po prostu czasami pasuje samotność, lubię ten stan. Nie zawsze, to fakt, ale czasami, gdy jestem sama w domu, dopiero wtedy czuję się swobodnie, naturalnie.
Zapalam sobie wtedy zazwyczaj świeczkę, czytam książkę lub oglądam film. I czuję się dobrze, nawet powiem więcej, czuję się zwiedzona, gdy ktoś z domowników wraca do domu. Lubię siedzieć sama, słuchając muzyki na cały dom, czy wsłuchując się w ciszę albo odgłosy przyrody. - Jest w tym coś fascynującego. Coś niezwykłego, niepowtarzalnego.

Ale jest też, ta druga, ciemna strona samotności. 
Ten moment, gdy leżysz w pustym łóżku w sobotę wieczorem i zastanawiasz się co w życiu zrobiłaś nie tak. J według mnie, problem pojawia się wtedy, gdy takie sytuacje zdarzają się zbyt często. 
Mam tak  czasami, że mam ochotę tylko płakać i leżeć w łóżku. Wtedy zazwyczaj piszę do mojej najlepszej przyjaciółki. Ale ona też ma swoje życie i nie zawsze ma czas lub ochotę słuchać mojego użalania się nad sobą. 
I co wtedy? Wtedy odczuwam tą drugą, bardziej dotkliwą stronę samotności. I to jest ten jeden z niewielu momentów, kiedy żałuję, że jestem singielką.

Komentarze